Zrzut%2520ekranu%25202021-05-18%2520o%25

W umysłowości rtm. Witolda Pileckiego nie było miejsca dla politycznego pozerstwa, pustych frazes w, ukrywających zakłamanie, tym bardziej dla egocentryzmu. Zawsze wymagał od siebie i innych, dlatego pod wpływem oświęcimskich doświadczeń posuwał się do istotnej refleksji, wskazując, aby wolę naprawiania świata każdy człowiek, i każdy polityk, rozpoczynał od pracy nad sobą.

Pilecki a polityka,
czyli spór o tożsamość
historyczną Polaków

Krzysztof Tracki

Witold Pilecki w 1946 r. Fot. AIPN

Kochał Polskę i ta miłość przesłaniała wszystkie inne (...).
Maria Pilecka

z prośby o ułaskawienie męża,
skierowanej do Bolesława Bieruta

Spór o polską pamięć historyczną ma bardzo długą historię. Nigdy nie był prostym dyskursem w stylu „bić się czy się nie bić”. Zawsze stanowił podłoże debaty na temat życia zbiorowego Polaków, był sposobem naprawy więzi wspólnotowych, określenia wewnętrznych słabości. Krakowscy Stańczycy i profesorowie warszawscy
nie redefiniowali pojęcia polskości – w poznaniu „win własnych” oraz „win cudzych” widzieli nadzieję zatrzymania patologii, toczących zniewolony naród. Potrafił je nazwać Roman Dmowski w dziele Niemcy, Rosja i kwestia polska, wskazując na sukcesy zaborców: „powstrzymanie postępu kulturalnego, (…), rozprzężenie węzłów organizacji społecznej i wynikające stąd zdziczenie moralne całych warstw ludności”. W żadnym stopniu nie był to spór o narodowa imponderabilia Polak w – o kształt i sens narodowej tożsamości bądź o miejsce Polski w Europie.
Dzisiejszy dyskurs dopuścił zwątpienie w dumę i polskie bohaterstwo, uznał równoprawność „pedagogiki wstydu”, wyostrzył „narodowe podłości”. Przemysław Czapliński stwierdza nie bez racji („Wojna wstydów”), że „energia transformacyjna czerpana z zawstydzania” opróżniła zbiorniki polskiej dumy. Powstała przepaść,
dzieląca dwa światy „dwóch wstydów prawomocnych”: „Bądź dumny, jeśli potrafisz się wstydzić!” i „Wstydź się, jeśli nie potrafisz być dumny!”
Czy jest w tym dyskursie miejsce dla zbiorowości, scalanej wspólnymi symbolami? Czy taką rolę będą nadal odgrywać nasi polscy „świeccy męczennicy”? I czy jest w nim wciąż miejsce dla Witolda Pileckiego, bohatera ponad podziałami?

Pokusy

To pytania tylko z pozoru niewinne. Ostrość bieżących sporów politycznych nie oszczędziła „ochotnika do Auschwitz”. Potrzeba zawłaszczenia jego wizerunku powstała po obu stronach barykady. Tęczowe barwy z wizerunkiem rotmistrza pozostają nie mniej kuriozalne niż próba wpisywania jego ideowego oblicza w ciasne ramy partyjnych przynależności po prawej strony sceny politycznej. Tym bardziej zresztą, gdy podobne próby podejmują rzekomi badacze, zrazu demaskując swoje sympatie wbrew regułom warsztatu historyka. Życzeniowe myślenie – o ile tłumaczy polityka – pozostaje karygodne dla historyka. Tym bardziej, gdy bierze na warsztat temat o tak ogromnym znaczeniu społecznym.
Pokusa zawłaszczania narodowych bohater w nie jest w historii niczym nowym. Nowa jest jednak jakość podziałów, w jakich ta próba się dokonuje. W „Polsce dwóch plemion” próby takich zawłaszczeń pozostają szczególne niebezpieczne – oddalają nadzieję na przywrócenie równowagi w zbiorowej świadomości Polaków. A postać Pileckiego nadaje się wyśmienicie dla powstrzymania aksjologicznego zamętu – odważny żołnierz i skromny urzędnik, pracowity gospodarz-ziemianin, i wreszcie oficer, bez reszty oddany walce o ocalenie „polskich istnień” – całym swym życiem wykracza poza ramy ciasnych horyzont w partyjnych.

winietka_Rakowiecka37.png

Dziecko wymierającego świata?

W aurze narodowej niewoli, w której przychodził na świat (w 1901 roku), podziały polityczne zdawały się być proste. Szczególnie z dala od kraju. Wspomnienia rodziców (dzieci powstańców styczniowych) dzieliły świat według prostych kategorii – na ofiary i katów, na patriotów i zdrajców. Od wczesnych lat życia wyobraźnia dziecka wrastała w wartości wspólnotowe. Sprzyjały temu warunki Karelii, gdzie polscy zesłańcy stanowili diasporę, liczną i solidarną. I Wilno, gdzie Witold, już jako harcerz, uczył się podstaw konspiracji. Spójrzmy, jak żywa była wyobraźnia chłopca, ogarnięta jasnymi podziałami, gdy dawał jej wyraz, wspominając po latach:
o szabli, o szeregach polskich,
O koniu w galopie, o marszu nocnym, w cwale.
Budowałem zamki na konarach drzewa.
W alejach ogrodu miałem swe kryjówki.
Wyznaczałem kwiatom ich przydział we wojsku:
To byli ułani, a tamci – dragoni,
Husarzy, semeni, piechota łanowa.
Pokrzywa to Niemcy, kwiat żółty – Tatarzy.
Szablą z drzewa ciąłem wrogie mi szeregi
Wrażliwość wspólnotową umocniły w nim doświadczenia pierwszej wojny światowej. Wrogowie Polski byli wrogami zewnętrznymi. Tak jak w Hawryłkowie w 1918 roku. Witold mieszkał w Orle, gdy dotarła do niego wiadomość, iż jeden z sowietów, wkroczywszy do dworu stryja, mierzył w stronę jego matki z pistoletu. Wspólnotowy patriotyzm wpajało harcerstwo, które w Orle zaczęło wychodzić z konspiracji (po upadku caratu). Kompanom Pileckiego z Zastępu „Puhaczy” marzyła się walka o wolną Polskę. „Polityczny” sukces odniósł w tym kręgu piłsudczyk, Józef Skwarnicki. W umyśle skautów dojrzewało marzenie walki u boku Komendanta. O wiele mniejszy rezonans uzyskał inny piłsudczyk, Józef Beck, zabiegający o nabór ochotników do III Korpusu na Ukrainie. Pośród „Puhaczy” nie było miejsca na ciasne sympatie partyjne. Na horyzoncie jaśniał tylko jeden cel, ponad partyjnymi podziałami.
Podziwem obdarzał charyzmatycznych wodzów, pociągających do zbrojnych zmagań. Wzorem dyscypliny i żołnierskiej twardości był dla niego „Łupaszko” (Jerzy Dąmbrowski), bezwzględny dla bolszewików, wrogi dla Niemców, dzielący niewygody z żołnierzami. Jeden z kompanów Pileckiego (z okresu partyzantki na Białorusi) wspominał wspólnego dowódcę: Spał na słomie razem z nami w zaduchu chłopskich chałup. Tak jak my gryzł czarny chleb, rwał zębami niedogotowane mięso zabitych świń. Tak jak nas gryzły go wszy i bolały odmrożone uszy i palce. Gotowość do wyrzeczeń, znoszonych w wyższych celach, będzie do końca bliska Pileckiemu.