DOWODY ZBRODNI

AA

Przygotowana przez Instytut Pamięci Narodowej wystawa „Dowody zbrodni" prezentuje przedmioty z Łączki wydobyte z jam grobowych na warszawskiej Kwaterze „Ł" Cmentarza Wojskowego na Powązkach. W Pawilonie X więzienia na Rakowieckiej stwarzono unikalną możliwość obejrzenia tych artefaktów. W gablotach znajduje się niemal 200 przedmiotów pochodzących z „Łączki” będących zarówno artefaktami archeologicznymi, relikwiami jak i dowodami zbrodni. Przedmioty te zostały zaprezentowane publicznie po raz pierwszy na korytarzach dawnego więzienia na Rakowieckiej - miejscu kaźni wielu z odnalezionych ofiar. 

W latach 1948-1956 ciała więźniów politycznych, zabijanych w warszawskim więzieniu na Rakowieckiej, były ukrywane na nieużytkowanym terenie przylegajcym do Cmentarza Wojskowego na Powązkach. Prace poszukiwawcze z lat 2012-17 prowadzone na więziennym polu grzebalnym, tzw. „Łączce”, pozwoliły wydobyć nie tylko szczątki ofiar komunizmu, ale również i przedmioty, z którymi skazańcy szli na śmierć. Są to przede wszystkim guziki, szczoteczki do zębów grzebienie czy fragmenty obuwia. Przy wielu ofiarach znaleziono medaliki i krzyżyki, które są świadectwem ich wiary i determinacji, która pozwoliła je ukryć przed oprawcami. Artefakty oczyszczone i poddane konserwacji, od marca 2018 r. można oglądać w Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL w Warszawie.

Ideą przyświecającą  autorom wystawy było ukazanie struktury zbrodni komunistycznych z lat 1945-1956, systemu mordów sądowych i sprawców - śledczych, prokuratorów, sędziów i katów.

Zwiedzający odkrywa historię głównie poprzez cytaty z dokumentów pochodzących z Archiwum IPN i relacje świadków, których wiele  jeszcze nie publikowano do tej pory. Dramatycznym dopełnieniem obrazu zbrodni są fragmenty listów i podań rodzin proszących o życie swoich najbliższych czy choćby o informacje o ich losie, lakoniczne odpowiedzi bezpieki i te maleńkie drobiazgi pozostałe po bohaterach. Wystawę zamyka cześć poświęcona poszukiwaniom prowadzonym w latach 2012-2017 w Kwaterze Ł przez zespół IPN prof. Krzysztofa Szwagrzyka. 

Na parterze wystawy rozpoczyna się opowieść o komunistycznym terrorze, jego ofiarach i sprawcach. Prowadzi poprzez cytaty z dokumentów archiwalnych ze zbiorów IPN. Już tutaj widz napotyka gabloty z przedmiotami z „Łączki”. Uwagę zwraca grzebień z wydrapanymi ryskami, najprawdopodobniej rodzaj kalendarza, prowadzonego przez kogoś, kto nie chciał stracić rachuby czasu, gdy dni wypełniają brutalne przesłuchania i niekończące się konwejery (standardowa metoda przesłuchań przez NKWD służąca wydobyciu od przesłuchiwanego przyznania się do spreparowanych oskarżeń poprzez przesłuchiwanie go bez przerwy przez wiele dni i nocy, przez kilku, zmieniających się oficerów śledczych. Brak snu, zimno, głodowe posiłki stanowiły presję na więźnia, której w praktyce nikt nie potrafił na dłuższą metę się oprzeć.)  

W kolejnych celach  znajdują się cytaty z zeznań przesłuchiwanych, świadczące o barbarzyństwie ich oprawców.

"Żądano ode mnie zeznań. Milczenie czy też zaprzeczenie powodowały odsyłanie do karceru oraz nieustanne maltretowanie... Przyszły chwile przewidzień, strasznej gry wyobraźni, w których niepodobna było odróżnić rzeczywistości od urojenia... Prześladowały mnie głosy, krzyki, płacze. Wsród potwornych bólów głowy zdawało mi się, że ktoś depcze mi po mózgu niechronionym czaszką. Napadały lęki, w uszach dźwięczało nieustannie: mów, podpisz, podpisz wszystko czego żądają... "

Osobne pomieszczenie, oświetlone czerwonym światłem, mieści sylwetki funkcjonariuszy tworzących aparat terroru, począwszy od śledczych, poprzez prokuratorów i sędziów, którzy nie tylko wiedzieli o metodach stosowanych w czasie przesłuchań, ale bez specjalnych oporów uczestniczyli w zbrodniach sądowych, katów - bezpośrednich wykonawców wyroków, do ostatniego ogniwa, jakim był Władysław Turczyński, odpowiedzialny za ukrywanie zwłok więźniów.

W celi umieszczono cytat Jana Radwańskiego, sędziego Najwyższego Sadu Wojskowego, 1957.:

 

"Do popełnienia zbrodni nikogo nie zmuszano, a tylko zalecano, proponowano w odpowiednim sosie ideologicznym i nie bezinteresownie... "

 

Świadczy to o motywacji sprawców, których czasem usprawiedliwia się, każąc w nich widzieć ludzi działających pod przymusem czy kierujących się młodzieńczym idealizmem, a tak naprawdę mieli wybór i chcieli to robić. 

Sylwetkom ofiar komunizmu poświęcony jest poziom drugi. Zwiedzającego otaczają tu twarze tych z zamordowanych, których udało się odnaleźć i zidentyfikować, wśród których są takie legendy podziemia niepodległościowego, jak mjr Hieronim Dekutowski, Zygmunt Szendzielarz czy ostatni komendant NSZ, płk Stanisław Kasznica, przy którym zachowały się tylko fragmenty obuwia. 

Z jamy grobowej, w której w 2012 r. odnaleziono mjr. Dekutowskiego i jego podkomendnych, wydobyto także ponad 20 guzików od mundurów niemieckich, tzw. groszków. Władysław Siła-Nowicki, sadzony w tym samym procesie, wspominał: 

"Przekraczając więzienną brame w dniu 15 listopada 1948 roku ... byliśmy ubrani w mundury niemieckie. Ten „dowcip” bezpieki, szczególnie nikczemny w stosunku do nas jako żołnierzy AK i oficer6w WiN-u, z legendarnym „Zaporą" i wybitnymi, słynnymi z odwagi dowódcami partyzantki ... na pewno został obmyślony na szczeblu oficerów sztabowych MBP. "

Guziki z jamy grobowej stanowią dowód, że nie tylko na proces, ale także na egzekucję ubrano tych ludzi w niemieckie mundury. 

Guziki od niemieckich mundurów wydobyte z jamy grobowej mjr. Hieronima Dekutowskiego „Zapory" i jego podkomendnych.

fot. P.Jamski/AIPN

Zrzut%20ekranu%202020-10-25%20o%2015.52_
Zrzut%20ekranu%202020-10-25%20o%2015.52_

Skromne są także znaleziska pochodzące z jamy grobowej oznaczonej litera V, w której ukryto szczątki czterech żołnierzy Wileńskiego Ośrodka Mobilizacyjnego AK, a wśród nich dowódcę V Brygady Wileńskiej, mjr. Zygmunta Szendzielarza „Łupaszkę” kilkanaście guzików, fragmenty obuwia, połamany grzebień, Nie można precyzyjnie określić, czyją były własnością - w zbiorowym dole przedmioty mogły ulegać przemieszczeniom. 

W środkowej gablocie na drugim poziomie umieszczono szczególne przedmioty: medaliki i krzyżyki. Jest ich niewiele, nie maja łańcuszków (z jednym wyjątkiem), co świadczy o tym, ze były przez swych właścicieli ukrywane, być może zaszyte w odzieży Wystawa jest skonstruowana tak, by nie rozdzielać przedmiot6w wy- dobytych z jednej jamy, tzn. gablota odpowiada całości znaleziska wydobytego z jednego miejsca, jednak przedmioty o charakterze sakralnym zostały pokazane w innym kontekście, Znalazły się w jednej gablocie, ustawionej w centralnym punkcie I pietra Pawilonu X, przed kopia obrazu Matki Boskiej Częstochowskiej. W kościołach w Polsce istnieje do dziś zwyczaj umieszczania przy obrazach Matki Boskiej darów wotywnych - różańców, biżuterii, krzyżyków etc. Ta gablota ma nawiązywać do tego obyczaju. Przedmioty, które towarzyszyły skazańcom w chwili śmierci, są świadkami zbrodni, ale i świadectwem wiary. W tej gablocie znajduje się także jedyny przedmiot, który nie pochodzi z Kwatery Ł. To ryngraf Bohdana Olszewskiego, żołnierza NSZ, powieszonego 18 maja 1946 r., z wyrytym jego imieniem i nazwiskiem oraz słowami ,,Eviva NSZ. Hic transit gloria mundi". Został odnaleziony przez zespół badaczy z Biura Poszukiwań i Identyfikacji IPN na warszawskim cmentarzu na Bródnie, na którym dokonywano tajnych pochówków więźniów straconych w praskim więzieniu przy ul. Namysłowskiej, tzw. Toledo. 

Jeden z medalików w trakcie zabiegów konserwatorskich ujawnił na rewersie wydrapane jakimś cienkim przedmiotem trzy imiona: Wacek, Halina, Amelia. Należał do zamordowanego w 1949 r. w więzieniu na Mokotowie Wacława Walickiego i wraz z nim spoczął w nieoznaczonej jamie grobowej na Kwaterze Ł. Halina to imię aresztowanej wraz z nim żony; Amelia - urodzonej w więzieniu córki. Po siedemdziesięciu latach córka zobaczyła przedmiot, o którego istnieniu nie wiedziała, a który był nie tylko pamiątka po ojcu, ale i listem od człowieka, który jej nigdy nie widział,

fot. P.Jamski/AIPN

Medalik Wacława Walickiego.png
Zrzut%20ekranu%202020-10-25%20o%2016.21_

W archiwach IPN zachowała się dokumentacja uzupełniająca obraz dramatu rodziny Walickich - prośby o ułaskawienie Haliny Walickiej, rokrocznie pisane przez jej matkę, Filomenę Rytel. Na tych petycjach najczęściej figurują odręczne dopiski:„bez biegu”, „pozostawić bez biegu”. 

Dopiero w kwietniu 1957r. Najwyższy Sąd Wojskowy dochodzi do wniosku, iż: brak jest dowodów w sprawie uzasadniających skazanie Rytel  Haliny „... Ogólnikowe stwierdzenia, że skazana pełniła funkcję łączniczki siatki szpiegowskiej ... nie mogą stanowić podstawy do ... skazania". 

Halina Walicka spędziła w więzieniu osiem lat.  

Ostatnią część wystawy stanowi opowieść o działaniach poszukiwawczych, jakie były prowadzone w Kwaterze Ł w latach 2012-2017 przez zespół IPN kierowany przez prof. Krzysztofa Szwagrzyka. W formie reportażu zaprezentowane są kolejne etapy prac. W celach - odsunięte od bezpośredniego oglądu widza - ukazane są jamy grobowe, w których archeolodzy odsłaniali wrzucane bezładnie, często do zbiorowych dołów, poprzerastane korzeniami ludzkie szczątki. 

Osobne miejsce poświecono odkryciu jamy grobowej Zaporczyków: Dół, w którym znaleźliśmy szczątki pana majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory” początkowo nie był dla nas niczym szczególnym. Pracowaliśmy tam pełne trzy dni. A działo się tak dlatego, że ktoś starał się doprowadzić do tego, że na bardzo wąskiej przestrzeni zostanie wciśniętych ośmiu mężczyzn. I dopiero ostatniego dnia doszliśmy do ostatnich szczątków. Dzisiaj już wiemy, że były to szczątki pana majora Hieronima Dekutowskiego „Zapory”. Oprawcy rzucili go najgłębiej, twarzą do ziemi. Miał zgiętą rękę, zgiętą nogę, a więc wrzucili go do tego miejsca, a na nim układali szczątki jego najbliższych współpracowników. mówił Prof. Krzysztof Szwagrzyk, w filmie „Zapora", reż. K. Starczewski. 

Gdy wyprowadzano z Powązek szczątki odnalezionych po zakończeniu prac w 2012 r. nikt jeszcze nie wiedział, że na czele konduktu pogrzebowego niesiono trumnę ze szczątkami ,,Zapory". 

Fragment wystawy fot. M. Smoleńska/AIPN

W jednej z cel w ostatniej części ekspozycji eksponowane są fragmenty tkaniny - jedyne przedmioty, jakie zachowały się w dole, w którym spoczywały szczątki wyższych dowódców marynarki wojennej, zamordowanych w grudniu 1952 r. - Stanisława Mieszkowskiego, Zbigniewa Przybyszewskiego i Jerzego Staniewicza. Skromna zawartość gabloty kontrastuje ze zdjęciem z uroczystego pogrzebu komandorów, który miał miejsce w grudniu 2017 roku, sześćdziesiąt pięć lat po ich śmierci. Życzenie ,,ludzkiego pochowania", wyrażone przez wdowę po komandorze, wreszcie zostało spełnione: Proszę o zezwolenie na ekshumacje zwłok celem ludzkiego pochowania. Zwracałam się już w tej sprawie do Generała Prokuratora oraz Naczelnego Prokuratora Wojskowego, od których otrzymałam odpowiedzi odmowne, motywowane nieznajomością miejsca pochowania mojego męża... Anna Mieszkowska, wdowa po kmdr. Stanisławie Mieszkowskim. 

Podsumowanie wystawy to opowieść o pracach poszukiwawczych. Prowadzone w pięciu etapach, trwające w sumie 153 dni  pozwoliły odnaleźć szczątki około 300 osób. Większość spośród odnalezionych stanowią zamordowani w więzieniu przy Rakowieckiej więźniowie polityczni. W pracach uczestniczył zespół około 50 specjalistów z różnych dziedzin, wspierany przez wolontariuszy. Przesiano ponad 1000 ton ziemi, by mieć pewność, że nie pozostawiono na Łączce żadnych szczątków ludzkich, by każdy miał szansę, na ludzki pochówek. 

Muzeum prowadzi regularne oprowadzanie po historycznej części Aresztu Śledczego w Warszawie-Mokotowie.  Trasa zwiedzania obejmuje pawilon, w którym byli przetrzymywani więźniowie polityczni oraz miejsca kaźni i egzekucji.

Wystawa zaprasza na półtoragodzinną podróż w przeszłość

Zapisy: 

tel. 22 640 83 73

e-mail: sekretariat@muzeumrakowiecka37.pl