WP_tytulowa_p.png

Toczymy poważniejszą walkę niż na pistolety

Fragmenty wywiadu Kornela Morawieckiego, który ukazał się w naszym biuletynie "Rakowiecka 37" nr. 8

Buntownik 

Z buntowniczego narodu pochodzimy wszyscy. To, że pokolenia się buntowały jest wpisane w polski scenariusz. Trudno się nie buntować, zwłaszcza gdy można rozpoznać takie zło, jakim był komunizm. Młodzież jest w ogóle na bunt wyczulona - chce lepszego świata i dlatego się buntuje. Pewne elementy buntu zaszczepiła mi Warszawa, bo to było miasto zniszczone strasznie, miasto z pamięcią Powstania Warszawskiego, miasto z pamięcią o zagładzie getta i okrucieństwie Niemców, którzy tu się wyzywali na tej ludności, kt6rzy mordowali Polaków i Żydów Trudno było wzrastając w klimacie nie mieć poczucia konieczności potrzeby działania na rzecz lepszego świata – i to był ten zasadniczy bunt.

Morawiecki_zdjęcie.jpg

Konspiracja

Pierwsze elementy konspiracji zacząłem w 1968 r. Były wystąpienia studenckie, choć bylem już po studiach. To były elementy oporu przeciwko kłamstwu, zależności od obcych, partii komunistycznej, bucie ówczesnej władzy i krzywdzie, jaka wyrządzili naszej kulturze, studentom i nam wszystkim. Nie zgadzaliśmy się na kampanie antyżydowską, którą wtedy rozpętano w 68 roku. To były elementy także moralnego buntu. Potem lata 70., gdy wydawało się, że jest większy sens walczyć z komunizmem, bo widzieliśmy, że zagraża on pokojowi i światu, Udając kraje miłujące pokój - zbroją się, podejmując próbę zawojowania świata, a jest to ustrój i ludzie, którzy go reprezentowali moralnie na niskim bardzo poziomie. To wtedy wszedłem z kolegami bardziej w konspirację ,,Biuletynu Dolnośląskiego", Był ten olbrzymi przełom ,,Solidarności". To się działo trochę poza świadomym postanowieniem, wybór następował i jedne postepowania ciągnęły za sobą drugie.

 

 

Proces za odezwę

Moje pierwsze aresztowanie to było jeszcze przed Solidarnością w 1980 r. Byłem zatrzymany. Oni mieli jakieś wtyczki w ,,Biuletynie Dolnośląskim” · i śledzili nas. Widziałem to. Chcieli dowiedzieć się, w jaki sposób wydajemy tę gazetę Aresztowali nas na 48 godzin. Potem byłem aresztowany za ,,Solidarności”, że ogłosiliśmy w biuletynie „Odezwę do żołnierzy radzieckich". Zamieściliśmy tam posłanie takich Wolnych Związków Zawodowych Moskiewskich, na które zresztą zjazd ,,Solidarności" odpowiedział ,,Posłaniem do ludzi pracy Europy Wschodniej". Bylem wtedy oskarżony o podważanie, łamanie sojuszy - pod takim ciężkim paragrafem. Proces się toczył z wolnej stopy, ponieważ wisiała groźba strajku generalnego. To zmusiło ich do wypuszczenia mnie z więzienia przy Łąkowej we Wrocławiu. Chodziłem regularnie na ten proces. On stal się taką moją wizytówką, ponieważ dawał rozpoznanie w środowisku mieszkańców, którzy - na ten proces przychodzili tłumnie. To była demonstracja pewnej niezależności. Kolejna rozprawa miała być we wtorek 15 grudnia. Udało mi się uniknąć aresztowania i internowania. Stan wojenny to była obrona Solidarności. Najpierw konspiracja związkowa. Potem niewystarczalność tej konspiracji i ,,Solidarność Walcząca”. Potem kolejne lata w tym podziemiu. Znowu walka o serca i umysły i wydawanie prasy. Więzienie na Rakowieckiej, w którym rozmawiamy. Tak się potoczyło życie.

 

 

Aresztowanie

Aresztowano mnie dopiero po sześciu latach ukrywania się, w listopadzie 1987 r. Zostałem zatrzymany we Wrocławiu i przewieziono mnie - nie pytając o nic - helikopterem do Warszawy….

Jak lecę helikopterem, to nie wiem, gdzie lecę. Wcześniej przejmuje mnie jakiś esbek, kapitan. Przedstawił mi się na lotnisku i potem, jak mnie rozkuli, to on przykuł się do mnie jak prowadził mnie do helikoptera. Jak weszliśmy, to się odkuł ode mnie, a mnie przykuł do poręczy ławki tego helikoptera. Lecieliśmy tak ponad godzinę, widziałem nad czym lecimy. Wylądowaliśmy na lotnisku na Bemowie. Przykuli mnie znowu do siebie i samochodem przywieźli do aresztu na Puławskiej. Bylem zatrzymany na trzy miesiące. Pamiętam tę panią prokurator. Dwie noce spałem w luksusowej celi, bardziej w pokoju - i później przywieźli mnie na Rakowiecką. Było to wieczorem, była mgła. Myślę, że o 11. Jutro minie 29 lat, jak mnie tu przywieźli. Część ubrania mi wzięli. ale część zostawili. Miałem rzeczy i pidżamę więzienną.

 

Na Rakowieckiej

Zaprowadzili mnie do celi. Były dwie osoby w celi. Przedstawili mi się ci panowie. To byli obaj wojskowi, zatrzymani oczywiście za niewinność. ale posądzają ich o jakieś dostawy wojskowe. Ci moi towarzysze więzienni mnie przestrzegali - jakie to ciężkie więzienie - i mnie tak lekko straszyli. Tak bardzo mnie nie przestraszyli, bo nie wyglądało to tak źle. Przez to, że zachowywałem pewną niepokorność - to pomagało mi. Nie wolno siadać na łóżku, nie wolno się kłaść, a ja próbowałem przełamać ten regulaminowy zakaz. Grożono mi rożnymi rzeczami, że mi tam nie dadzą korespondencji, że mnie do karceru wezmą… Jak się wychodziło z celi więziennej, to się należało rozebrać do naga. Jak się wychodziło, to się ubierało ubranie na korytarzu, ale przed ubraniem należało kucać. No bo mogłeś mieć gryps w tyłku. Ale ja nie chciałem kucać – nie, nie, kucać to ja nie będę. Jak mnie tam zmuszą i przygną do ziemi, to co ja poradzę… ale ja sam nie kucnę, bo nie mam potrzeby kucania. Potem tym klawiszom powiedziałem, że im obiecuję, ze grypsy będę przenosił gdzie tylko będę mógł, ale tam gdzie oni podejrzewają, to nie będę przenosił, żeby mi dali spokój, ze tam nie zwykłem wsadzać niczego. Oni mi powiedzieli: ,, Ale słuchajcie, tu Michnik kucał, inni kucali, a wy nie chcecie?" To była taka ciekawostka z tej mojej więziennej rzeczywistości… 

Mieliśmy tutaj pierwsze Boże Narodzenie i Wielkanoc. Nikogo tu nie spotkałem z opozycjonistów. Nawet nie wiedziałem, że Kołodziej siedzi w tym więzieniu, chociaż potem mi powiedziano. 

 

Przesłuchanie

W ogóle z nimi nie rozmawiałem ani we Wrocławiu, ani na Rakowieckiej zupełnie nic nie mówiłem. Odmawiałem odpowiedzi na każde pytanie – co nie znaczy, że nie rozmawiałem z nimi politycznie. Jak chcieli nawiązać rozmowę o przyszłości Polski, to wtedy z nimi rozmawiałem, ale na takie pytania: kto jestem, 

kogo znam i jakie mamy zamiary, odpowiadałem, że takie mamy zamiary, żeby pokonać Związek Sowiecki i żeby nie było komunizmu, żeby ich zamknąć w tym więzieniu, w którym teraz siedzimy. To im mówiłem grzecznie o naszych zamiarach. Oni się dziwili, dlaczego nie jesteśmy uzbrojeni. Powiedziałem, że jesteśmy Solidarnością Walczącą, ale toczymy poważniejszą walkę niż na pistolety, bo chcemy was przekonać, żebyście przestali służyć tej zdradzieckiej, niepolskiej władzy, żebyście na powr6t stali się Polakami. Mniej więcej tak rozmawiałem z tymi przesłuchującymi oficerami Służby Bezpieczeństwa. Mieliśmy przewagę w relacji między nami, bo choć co prawda bylem aresztowany, to z ich rozmów, pytań i oczekiwań widziałem, że ich wiedza o naszej organizacji jest stosunkowo niewielka. Oni o coś pytali, sugerowali - i dawali sugestie o moim ukrywaniu w Poznaniu - wiec ani nie zaprzeczałem, ani nie potwierdzałem, a te ich sugestie były kompletnie nie trafione. Te nazwiska i środowiska, które wymieniali, to nie było to, co mnie otaczało. Może mnie chcieli podpuścić, nie wiem.