Lat: 

37

Popiełuszko

Święcenia kapłańskie otrzymał w 1972 r., pracował w podwarszawskich i warszawskich parafiach, kapelan „Solidarności”.
W stanie wo­jen­nym w kościele p.w. św. Stanisława Kostki w Warszawie odprawiał msze za Ojczyznę, gromadzące tłumy wiernych. Wielokrotnie szykanowany przez władze. Wracając z Bydgoszczy 19 października 1984 r. został uprowadzony przez funkcjonariuszy MSW.
Został skatowany i zamordowany. Jego ciało wyłowiono 30 października 1984 r. ze zbiornika wodnego na Wiśle koło Włocławka. Bezpośrednich sprawców mordu: Grzegorza Piotrowskiego, Leszka Pękalę i Waldemara Chmielewskiego skazano na kary od 14 do 25 lat więzienia, zmniejszone następnie na mocy amnestii. Mocodawcy tej okrutnej zbrodni nigdy nie zostali ukarani.
Proboszcz ks. Teofil Bogucki tak wspominał ks. Jerzego: Nieugięty w zwalczaniu zła, a wytrwały w czynieniu dobra. Gdy się pokazał, biegli do niego, obsypywali go kwiatami. Towarzyszyli mu w drodze na przesłuchania do Pałacu Mostowskich. Był miłosierny i miłosierdzie świadczył. Jego mieszkanie i garaż były zawalone darami dla biednych rodzin, dla wyrzuconych z pracy. Osobiście bardzo często woził dary rodzinom potrzebującym. W czynieniu dobra był zaskakujący.
W mroźną noc wigilijną podczas stanu wojennego wsiadł do samochodu i dotarł do straży wojskowych na ulicach, wysiadł z samochodu, zbliżył się spokojnie do żołnierzy, którzy stali gotowi do strzału, wyciągał opłatek i dzielił się z nimi. Młodzi żołnierze, od wielu miesięcy odcięci od świata za murami koszar, najczęściej nieświadomi sytuacji politycznej i społecznej, płakali ze szczęścia, że ktoś o nich pomyślał tak zwyczajnie w tę świętą noc.
Nie tylko sprawy materialne ludzi skrzywdzonych leżały mu na sercu, ale i sprawy duchowe stanowiły przedmiot jego troski. Wielu pod wpływem jego homilii odnalazło sens życia. Wielu uporządkowało swoje życie małżeńskie i rodzinne. Przygotowywał dorosłych do sakramentu Chrztu i Komunii św. Płynął od niego jakiś czar dobroci, któremu poddawali się ludzie.
Okazywał swoje serce tym, przeciwko którym toczyły się procesy. Był obecny niejednokrotnie na sali sądowej, by podtrzymywać na duchu niewinnie sądzonych. (…) Był zdecydowany.
Mówił, że kapłan nie może uchylać się od pracy dla dobra Kościoła i Ojczyzny i chować głowy w piasek, gdy tylu ludzi cierpi prześladowania i więzienia. Mimo słabego zdrowia, częstych bólów głowy i innych dolegliwości nie zaprzestał swojej działalności. W Bydgoszczy 19 października 1984 r., pomimo że czuł się źle, odprawił Mszę św. i poprowadził Różaniec z przepięknym rozważaniem. Z Różańcem w ręku wytrwał do końca. Mógł powtórzyć za Chrystusem: – Wykonało się.
Więcej o ks. Jerzym Popiełuszce:

ks. Jerzy

Popiełuszko