Akademia na Rakowieckiej ku czci Powstania

1 sierpnia 1950 r. w więziennej celi Rakowieckiej odbyła się akademia ku czci Powstania Warszawskiego

Gdy terror stalinowski zbierał w Polsce krwawe żniwo i – jak wspominał więzień Rakowieckiej Henryk Kończykowski z batalionu "Zośka" - lepiej było głośno nie przyznawać się, że broniło się barykad powstańczej Warszawy... Jednak za więziennymi murami Rakowieckiej, w Pawilonie Ogólnym w celi 34 trwała żywa pamięć o sierpniowym zrywie.

Przygotowania "W atmosferze, rozładowywanej modlitwami, cicho murmurando śpiewanymi pieśniami żołnierskimi i patriotycznymi, doczekaliśmy 1 sierpnia 1950 r. W przeddzień, podchodzi do mnie H. Grunt-Meyer z H. Rudnickim i mówi: Gienku, będziesz udawał Wisłę. Jutro szósta rocznica godziny „W”. Robimy akademię, będziesz przedstawiał rzekę Wisłę. Koce na podłodze, ty rozgraniczasz wschód i zachód jako Wisła. Rączką będziesz naśladował ruch płynącej wody" – pisał Eugeniusz Boumiłło w 7 numerze miesięcznika „Kombatant” w artykule „Akademia w celi śmierci”

Akademia Pierwszego sierpnia 1950 r. godzina „W”. Tu stoją „zośkowcy”, tam „parasolarze”, „Miotła”, dalej inne zgrupowania. Przy kiblu przestępcy wojenni, na buku kryminaliści, oddzieleni od kraty, aby nie mogli zakapować. Jest i rzeka Wisła. Obarski wspomina w paru słowach godzinę „W”. Ktoś deklamuje Baczyńskiego, ktoś Norwida, cicho zanucona „Zosiu, Zosiu, ach Zosieńko”, przechodzi w „Och Natalio”, potem ,,Parasol”, „Dziś do ciebie przyjść nie mogę” i „Wieczne odpoczywanie racz dać Panie” wyszeptane przez ks. Zator-Przetockiego za tych, co padli wtenczas, wczoraj i zginą jutro. Oddalił się na chwilę smutek, przygnębienie, w oczach wszystkich błysnęła nadzieja i otucha. Piosenki, coraz głośniej i śmielej śpiewane przywracały wiarę i spokój. Klawisze zdezorientowani.

Represje Gdy manifestacja umilkła, podniosły nastrój przerwał stuk kluczy o kratę i wezwanie: Metzner. Jestem. Ojciec, urodzony? Wychodzić! I w podobny sposób trzech następnych. Razem jedenastu poszło ich śladem. Wyszli twardym krokiem, odważnie, z uśmiechem na umęczonych obliczach. Jacy byliśmy bezsilni, gdy żegnaliśmy ich milczeniem, obróceni twarzą do ściany z podniesionymi rękami. Nazajutrz zniknęli z celi domniemani organizatorzy akademii. Powrócili po siedmiu dniach z różnych karcerów: Wacław Gluth-Nowowiejski, Antoni Olszewski, Staszek Krupa i inni. Tylko księdza Zator-Przetockiego wysłano do X Pawilonu, skąd późną jesienią - po ponownym śledztwie i wyroku 10 lat - trafił do Wronek. To była niezapomniana akademia! – relacjonował Eugeniusz Boumiłło.



0 wyświetleń