Homilia ks. Tomasza Trzaski w 40. rocznicę wprowadzenia stanu wojennego



"Żeby głosić kłamstwo, trzeba całych systemów. Żeby głosić prawdę wystarczy jeden człowiek” – bł. Kard. Stefan Wyszyński

Wybiła północ. Jest 13 grudnia 2021 r. Warszawa i cały kraj pogrążony jest we śnie. Zimowa aura, przykrytego śniegiem kraju sprzyja chronieniu się w domowym zaciszu. Dom to miłość. Dom to bliscy. Dom to bezpieczeństwo.

Dokładnie 40 lat temu, pogrążona w mrozie i śniegu Polska usłyszała przez sen słowo „Wojna!”. Przyszła jak złodziej – o północy – by ukraść sny o wolności, by zdławić nadzieje i wprowadzić lęk.

Ktoś wcisnął przycisk uruchamiający złożony system represji oparty na internowaniach, strachu i ograniczeniu swobód. System przygotowywany od miesięcy i dobrze znany od dziesięcioleci. Hasłem-kluczem uruchamiającym ten system były słowa Władysława Gomułki z 1945 r. „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy!”. System wykonywał krok po kroku wcześniej zaprogramowane polecenia: zawiesić łączność, ograniczyć komunikację, wyprowadzić czołgi i wojsko na ulice. A następnie dom po domu walić do drzwi tak, by wystraszyć. I aresztować, aresztować, aresztować…

Jakie to straszne, gdy wolny w sumieniu człowiek staje się czyimś wrogiem. Jest to jeszcze straszniejsze, gdy ten człowiek staje się wrogiem dla ustroju, dla władzy. Staje wtedy sam przed aparatem władzy, podobny do Józefa K., bohatera powieści Franza Kafki, stojąc przed totalitarnym wymiarem niesprawiedliwości, w którym „z kłamstwa robi się istotę porządku świata”.

„Dla podejrzanego lepszy jest ruch niż spokój, bo ten, kto spoczywa, może każdej chwili, nie wiedząc o tym, znajdować się na szali wagi i być ważonym wraz ze swoimi grzechami” (F. Kafka, Proces)

Jaki „ruch” wykonywać, by wyrazić sprzeciw i nie zostać samotnie zmiecionym przez wielką machinę totalitarnego terroru? Czujący potrzebę walki dla „świętej sprawy” Polacy wykonali ten najlepszy – ruch ku jedności. Dlaczego najlepszy? Bo bazował na miłości, a dokładniej na jeden z cnót społecznych, które Bóg wlał w serce człowieka. To ta, której na imię solidarność. To ona pozwoliła Polakom, będąc odpowiedzialnym jeden za drugiego, poczuć się znowu u siebie. To ona popchnęła w stronę pomocy robotnikom i wszystkim poszkodowanym w wyniku represji czerwca 1976 r. Ale wcześniej był czerwiec 1956 marzec 1968, czy tragiczny grudzień 1970, gdy śpiewano:

„Nie płaczcie matki, to nie na darmo nad stocznią sztandar z czarną kokardą Za chleb i wolność. I nową Polskę Janek Wiśniewski padł”.

I gdy ta solidarność nabrała tak silnych i wyrazistych kształtów, iż zaczęto pisać ją wielką literą i charakterystyczną czcionką, zwaną „Solidarycą”, władza poczuła strach przed utratą raz zdobytej władzy. Polacy odpowiedzieli jak umieli najlepiej. Oporem, strajkiem, konspiracją. Niezgodą na kolejny gwałt na polskim narodzie.

Nam, ludziom mojego pokolenia, którzyśmy nie doświadczyli bezpośrednio tamtych dni, trudno jest mówić o cenie, jaką – Drodzy Opozycjoniści – ponieśliście. To Wy wiecie najlepiej „ile mąk, ile cierpienia, ile krwi, wylanych łez”, jak śpiewały całe pokolenia. To Wy wiecie najlepiej, ile się płaci na chęć bycia wolnymi. Wiedzą to matki, żony i dzieci zamordowanych górników, wiedziała to matka Emila Barchańskiego, bł. Ks. Jerzego Popiełuszki czy Grzegorza Przemyka. Wiedzą to zranione strachem tamtych dni polskie rodziny. „Cena prawdą umarłych zostanie. Żywi z bólu rozliczyć się mogą” – śpiewała Natalia Sikora w powstańczym utworze „Orzeł Biały”.

Żeby głosić kłamstwo, trzeba całych systemów. Żeby głosić prawdę wystarczy jeden człowiek”

O tym głoszeniu prawdy i oporze wobec kłamstwa mówił w swoich ostatnich słowach bł. Ks. Jerzy Popiełuszko: „Prawda, podobnie jak sprawiedliwość, łączy się z miłością, a miłość kosztuje - prawdziwa miłość jest ofiarna, stąd i prawda musi kosztować. Prawda zawsze ludzi jednoczy i zespala. Wielkość Prawdy przeraża i demaskuje kłamstwa ludzi małych, zalęknionych. Od wieków trwa nieprzerwanie walka z prawdą. Prawda jest jednak nieśmiertelna, a kłamstwo ginie szybką śmiercią. Stąd też, jak powiedział zmarły Prymas Kardynał Wyszyński, ludzi mówiących w prawdzie nie trzeba wielu. Chrystus wybrał niewielu do głoszenia prawdy, tylko słów kłamstwa musi być dużo, bo kłamstwo jest detaliczne i sklepikarskie, zmienia się jak towar na półkach. Musi być ciągle nowe, musi mieć wiele sług, którzy wedle programu nauczą się go na gwałt w innym kłamstwie. By opanować całą technikę zaprogramowanego kłamstwa, trzeba wielu ludzi. Tak wielu ludzi nie trzeba, by głosić prawdę. Ludzie znajdą, ludzie przyjdą z daleka, by słów prawdy szukać, bo w ludziach jest naturalna tęsknota za prawdą. Musimy nauczyć się odróżniać kłamstwo od prawdy. Nie jest to łatwe w czasach, w których żyjemy”. (ks. Jerzy Popiełuszko, Bydgoszcz 1984).

Jest noc z 12 na 13 grudnia 2021 r. Stan wojenny wprowadzono 40 lat temu. To tyle samo lat ile dzieli nas od 2061 roku. Wydaje się wieczność… to tak daleko, tak dawno. Ale wciąż płyną łzy z oczu tych, którzy ucierpieli w wyniku „tamtych wypadków”. Więc to nie mogło być tak dawno. Ta historia wciąż trwa. Dziś my – pokolenia, które nie pamiętają ani stanu wojennego, ani za wiele komunizmu, lub wręcz wcale – chcemy się od Was uczyć tej solidarności w świętej sprawie. Dziś „Święta Sprawa Polski” to inne pole troski i walki. Chcemy, by pamiętano o Waszej ofierze. By w domach przekazywano prawdę o pięknej, choć trudnej historii narodu polskiego. By mówiono o tej solidarności społecznej pisanej małą literą, ale też o tej pisanej Solidarycą. By Wasza idea, tak znienawidzona przez władzę ludową, była dla kolejnych pokoleń punktem odniesienia, a nie okazją do wykorzystania, by napisać lub wykrzyczeć wulgarne hasła. By nie szargano pamięci okupionej tak wielką ofiarą.