Kazimiera Augustynowicz

z cyklu: wokół Bitwy Warszawskiej 1920 r. – oddajemy głos świadkom „Lipiec 1920r. Zbieramy ofiary na żołnierza polskiego z polecenia Komitetu pomocy dla żołnierzy polskich. Odstawiliśmy dziś do gminy w Serocku: naboje, kociołki, bagnety, giby od szrapneli, dzidy , koszule i 4521 mk. i 25 fg. w gotowiźnie. Lipiec 1920r. Wojska nasze cofają się po tej nieszczęsnej wyprawie kijowskiej. Przykre wrażenie robi to cofanie się. Duch tych wojsk jest słaby; oddziały po większej części zdemoralizowane, chore, obdarte. Za nimi ciągną się bolszewicy i prawdopodobnie wejdą do naszego kraju, bo nasi nie mogą dać skutecznego oporu, a partje w sejmie zamiast myśleć o obronie. kłócą się o stanowiska. Boże, czego my doczekaliśmy! Po takich świetnych czynach naszej armii taka klęska… 1 sierpnia 1920r. Bolszewicy już są w Łomżyńskiem… Zajęli całą połać naszego kraju i dalej się posuwają. Nasi zatrzymują ich wszelkimi siłami, bo chcą dać możność przygotowania się do obrony w Warszawie. Panika ogarnia dwory, bo bolszewicy najwięcej podobno gnębią obywatelstwo i duchowieństwo. Od nas dwór już wyjechał Zatory też. Gospodarze i służba dworska, także nauczycielstwo siedzą, bo gdzież uciekać? Zresztą może ich nie dopuszczą do nas? 9 sierpnia 1920 Zakopaliśmy wszyscy cenniejsze rzeczy i zrezygnowani na wszystko, śledzimy tylko na mapie posuwanie się nieprzyjaciela. Szkoda tylko, że ludność wiejska nie chce wyprowadzić koni i bydła za Wisłę z armią naszą. Dziwnie optymistycznie patrzy na zbliżenie się wojsk bolszewickich. Mówią, że bolszewicy tylko dworom zabierają, ale przecież dwory w naszej okolicy puste, inwentarz żywy wyprowadziły za Wisłę, więc bolszewicy najpierw zabiorą tym, którzy pozostali, ale na wsi nie wierzą, trzymają wszystko przy sobie. Gdy żandarmerja nasza nakazała mężczyznom w wieku poborowym usunąć się wraz z końmi i bydłem za linje bojową, to pokryli się i poszli. Nie wiem jak na tym wyjdą, chyba źle. Dziś jeszcze biją się o Pułtusk i Wyszków, najdalej najdalej czwartek, jak przypuszczają, wejdą bolszewicy do nas. 12sierpnia 1920r. Bolszewicy są u nas od południa. Piechota. Roztasowali się wszędzie tak, że nie ma gdzie palca wsadzić. Brudne to, obdarte, bose, głodne, a dzikie… Wraz z nimi wtargnął charakterystyczny zapach moskiewski – dziegieć w połączeniu z wonią skór baranich. Brr… Zajęli mi salę szkolną na kancelarie, sprawdzili maszynę do pisania i piszą na niej bez przerwy. Na szczęście moje mieszkanie zostawili w spokoju, dzięki uprzejmości jednego z urzędników, którego prosiłem o to. Jest to maturzysta p. Gryniew, (przedstawił się) jeniec z armii Judenicza, który dzięki swemu wykształceniu i umiejętności pisania na maszynie został przeznaczony do kancelarji. Pochodzi z Ukrainy. Mówi trochę po polsku, ale zupełnie poprawnie. Stanowi on dla nas obronę, bo gdy ktokolwiek chce wtargnąć do mieszkania, oznajmia mu, że cały do zajęty na kancelarię. Nam udziela pod sekretem informacji o rezultatach bitew i posuwaniu się armii. Gazet żadnych niema naturalnie, bo skąd? Tymczasem wszystko jest znośne, co jutro przyniesie nie wiem. Ciągną całe masy piechoty, wozy z amunicją, armaty, wszystko w stronę Serocka, Radzymina. Boże, dopomóż nam! Bo jeśli Warszaw padnie, nie wiem co będzie. Nawet myśleć nie mogę o czymś podobnym. Czyżby ta obszarpana, dzika hałastra miała zatryumfować?...”

Kazimiera Augustynowicz fragment Kroniki szkolnej – rękopis w posiadaniu Szkoły Podstawowej im. Kazimiery Augustynowicz w Popowie Kościelnym.


fot. Kazimiera Augustynowicz nauczycielka z Popowa Kościelnego (żródło: http://psppopowo.pl/patron/ dostęp 15.08.2022 r.)

0 wyświetleń