Krzysztof Kamil Baczyński

4 sierpnia 1944 r. zginął od niemieckiej kuli st. strzelec Krzysztof Kamil Baczyński ps. "Krzyś", poeta i żołnierz Armii Krajowej


Od lipca 1943 był sekcyjnym w II plutonie „Alek” 2. kompanii „Rudy” batalionu „Zośka” AK. Nosił pseudonimy „Krzysztof” i „Zieliński”. Zostawił studia polonistyczne, aby poświęcić się konspiracji i poezji. Rozkazem dowódcy 2. kompanii batalionu „Zośka” pchor. Andrzeja Romockiego „Morro”, z 1 lipca 1944 został zwolniony z funkcji z powodu "małej przydatności w warunkach polowych z jednoczesną prośbą o objęcie nieoficjalnego stanowiska szefa prasowego kompanii". Baczyński się z tym nie mógł pogodzić, chciał walczyć z Niemcami jednak bronią w ręku, a nie tylko piórem, więc kilka dni później przeszedł do harcerskiego batalionu „Parasol” na stanowisko zastępcy dowódcy III plutonu 3. kompanii i przyjął pseudonim „Krzyś”.

Wybuch Powstania Warszawskiego zaskoczył go w rejonie pl. Teatralnego. Nie mogąc przedostać się na miejsce koncentracji macierzystej jednostki przy Karolkowej na Woli, przyłączył się do oddziału złożonego z ochotników, którymi dowodził ppor. Lesław Kossowski „Leszek”, dowódca reduty „Ratusz-Pałac Blanka” kpt. „Gozdawy”.

Krzysztof Kamil Baczyński poległ ok. godz. 16.00 na posterunku w pałacu Blanka. Został śmiertelnie raniony przez niemieckiego snajpera ulokowanego w gmachu Teatru Wielkiego. 1 września 1944 r., zginęła także jego ukochana żona Barbara Drapczyńska, której oświadczył się trzy dni po spotkaniu jej na konspiracyjnym wykładzie z logiki.

Ciało Baczyńskiego odnaleziono dopiero w styczniu 1947 r. na tyłach zniszczonego przedwojennego ratusza Warszawy - Pałacu Jabłonowskich. Wspólnie z Basią spoczęli w kwaterze A 22, w sąsiedztwie kwatery żołnierzy Batalionu "Zośka". Na ich nagrobku umieszczono fragment poematu "Cień z obozu": "Matko - powiedział jeszcze - to nic, że ja daleko, że nas rozdarła ciemność i ból, to tkwi jak nóż."

Krzysztof Kamil Baczyński był najwybitniejszym poetą "pokolenia Kolumbów", który pozostawił nam ponad 500 wierszy, 20 opowiadań i kilkanaście poematów. ️

Niebo złote ci otworzę

Nie­bo zło­te ci otwo­rzę, w któ­rym ci­szy bia­ła nić jak ogrom­ny dźwię­ków orzech, któ­ry pęk­nie, aby żyć zie­lo­ny­mi li­stecz­ka­mi, śpie­wem je­zior, zmierz­chu gra­niem, aż uka­że ją­dro mlecz­ne pta­si świt.

Zie­mię twar­dą ci prze­mie­nię w mle­czów mięk­kich płyn­ny lot, wy­pro­wa­dzę z rze­czy cie­nie, któ­re prę­żą się jak kot, fu­trem iskrząc zwi­ną wszyst­ko w bar­wy burz, w ser­dusz­ka list­ków, w desz­czów siwy splot.

I po­wie­trza drżą­ce stru­gi jak z aniel­skiej strze­chy dym zmie­nię ci w ale­je dłu­gie, w brzóz przej­rzy­stych śpiew­ny płyn, aż za­gra­ją jak wio­lon­czel żal - ró­żo­we świa­tła pną­cze, psz­cze­lich skrzy­deł hymn.

Jeno wyj­mij mi z tych oczu szkło bo­le­sne - ob­raz dni, któ­re czasz­ki bia­łe to­czy przez pło­ną­ce łąki krwi. Jeno od­mień czas ka­le­ki, za­kryj gro­by płasz­czem rze­ki, ze­trzyj z wło­sów pył bi­tew­ny, tych lat gniew­nych czar­ny pył.

0 wyświetleń