Odeszła Dorota Krzyżewska

Zaktualizowano: 29 mar

przyjaciel naszego Muzeum, która pisała artykuły do biuletynu "Rakowiecka 37", a także przekazywała do naszych zbiorów rodzinne pamiątki.


Jej tata - Janusz Krzyżewski był działaczem Ruchu Praw Człowieka i Obywatela więzionym również w murach Rakowieckiej. Tak Dorota wspominała swojego ojca:

Janusz Krzyżewski (14 stycznia 1940 – 21 grudnia 2014), brał udział w próbie spalenia w czerwcu 1970 r. muzeum Lenina w Poroninie za co został skazany na dwa lata więzienia. Aktywny działacz „Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela”. Internowany w stanie wojennym. Zmarł w wieku 74 lat po ciężkiej chorobie nowotworowej.

Syn powstańca Urodził się w niedzielny, styczniowy dzień 1940 r. Tak jak wielu rówieśników dzieciństwo miał smutne. Ojciec, żołnierz Zgrupowania Armii Krajowej „Radosław” batalionu "Czata 49", ginie w sierpniu 1944 r. podczas Powstania Warszawskiego na Woli i zostaje pochowany w bezimiennej mogile. Tego grobu syn będzie nadaremno szukał przez całe życie, drobiazgowo badając każdy, nawet najmniejszy ślad. Matka, po kilku latach walki o normalne życie, zdesperowana sięgnie po pigułki nasenne. Na szczęście Janusz, tknięty jakimś złym przeczuciem, ucieknie z lekcji i w porę zawiadomi pogotowie. Od tego momentu jednak stanie się głową rodziny – oprócz nauki będzie musiał zarabiać na życie i zajmować się młodszą siostrą. Wytchnienie od codziennych kłopotów znajdzie wśród harcerskiej braci. Gdzieś na dalekich Mazurach, przy obozowych ogniskach, wzorem wujów Wądołkowskich, uczył młodszych kolegów miłości do Ojczyzny oraz odpowiedzialności za własne słowa i czyny.

Skazany na 2 lata więzienia Ta właśnie miłość, połączona z niezgodą na panujący w kraju ustrój i serwilistyczną postawę wobec Moskwy, zaprowadzi go do organizacji „Ruch”. Tu spotka ludzi podobnych sobie – marzących o wolnej, niepodległej Polsce. W czerwcu 1970 r. Janusz, jako jeden z głównych wykonawców, weźmie udział w próbie spalenia muzeum Lenina w Poroninie, do którego w owych czasach ciągnęły pielgrzymki młodzieży. Akcja ta, wielokrotnie potem krytykowana, nie była desperackim, nieprzemyślanym czynem. Była protestem przeciwko gloryfikowaniu wroga i wychowywaniu w duchu jego ideologii polskiej młodzieży. Niedoświadczeni konspiratorzy nie przewidzieli jednak, że w ich gronie jest donosiciel, który zdradzi cały plan SB. W przeddzień akcji rozpoczęły się aresztowania, a potem długotrwałe śledztwo i procesy. Pierwotnie władze planowały surowe ukaranie przestępców (nawet z karą śmierci dla przywódców „Ruchu” włącznie), ale po protestach na Wybrzeżu i zmianie na stanowisku pierwszego sekretarza odstąpiono od tego zamiaru. Krzyżewski został skazany na 2 lata więzienia. Pierwszą część kary odsiadywał na Rakowieckiej (m. in. w osławionej10-tce), pozostałą w więzieniu o zaostrzonym rygorze w Strzelcach Opolskich. Współtowarzysze „spod celi”, głównie pospolici mordercy i aferzyści, z politowaniem kiwali głowami, słysząc, że można było być takim frajerem i za darmo, w ich rozumieniu, trafić za kraty.

W 1972 r. Janusz wychodzi na wolność. Nie rezygnuje jednak z działalności opozycyjnej i stopniowo nawiązuje kontakty z dawnymi kolegami. W końcu przystępuje do nielegalnego „Ruchu Obrony Praw Człowieka i Obywatela”, gdzie bardzo aktywnie działa. SB nie daje mu spokoju nękając w pracy, zatrzymując, śledząc i przeprowadzając rewizje. W swoich aktach funkcjonariusze złośliwie określają go mianem „Lotnika”, zapewne dlatego że nieraz udaje mu się zmylić tropiących i dowieźć na punkt trefne przedmioty.

Internowany na Białołęce W sierpniu 1980 r. Krzyżewski włącza się w tworzenie struktur „Solidarności” w swoim zakładzie pracy i przez kolegów zostaje wybrany wiceprzewodniczącym. Nic więc dziwnego, że w nocy, 13 grudnia 1981 r., przed jego furtką pojawiają się umundurowani milicjanci chcący go aresztować. Ale nie zostają wpuszczeni na teren posesji. Janusz, zgodnie z prawem, każe im czekać do 6 rano. Sam w tym czasie pospiesznie udaje się do domu i usiłuje pochować do skrytek wszystkie niewygodne materiały. Nie wie, że właśnie ogłoszono stan wojenny i żadne prawo nie obowiązuje. Mundurowi wzywają na pomoc ZOMO-wców. Ci forsują ogrodzenie, a po wyrwaniu okien i drzwi wdzierają się do domu. Rozgrzani walką wywlekają Janusza do milicyjnej suki, nawet nie pozwalając mu się ubrać. Zanim zawiozą go do podwarszawskiej Białołęki przez wiele godzin trzymają w więźniarce, co potem przypłaci zdrowiem. Po pół roku internowania, chory na gruźlicę, zostaje zwolniony do domu. Leczenie jest długie i wyniszczające, ale coraz częściej widać oznaki upadającego systemu. To daje siłę do życia. W końcu nadchodzi upragniona wolność. Może nie do końca taka jaką sobie wymarzył, ale jednak wolność. Niestrudzony opozycjonista może wreszcie odpocząć – porządkuje zbiory dokumentalnych fotografii, które robił kolegom z ROPCiO i przekazuje je do Ośrodka Karta, nagrywa wspomnienia.

Odznaczony przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego W 2007 r. prezydent Lech Kaczyński odznacza go Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski. Odznaczenie to sprawia mu wiele radości, ponieważ jest potwierdzeniem, że wbrew temu co nieraz słyszał od ludzi warto było walczyć. Nagabywany przez znajomych, aby wystąpił o odszkodowanie dla osób represjonowanych powtarza, że Ojczyźnie nie wystawia się rachunków. Umiera po długiej chorobie 21 grudnia 2014 r., w tym samym domu, i w tym samym dniu tygodnia, w którym się urodził. Krąg życia zamyka się - pisała na portalu niezalezna.pl.

Pożegnaliśmy dziś w Raszynie Dorotę Krzyżewską. Jest już blisko swojego dzielnego ojca...