top of page

Próg do wieczności

Przed zbliżającą się 70 rocznicą śmierci gen. Augusta Emila Fieldorfa "Nila", przedstawiamy artykuł "Próg do wieczności" autorstwa Leszka Zachuty (z rodziny gen "Nila"), który ukazał się w 6 numerze biuletynu muzealnego "Rakowiecka" 37.

Kiedyś, o czym nie powinno się zapominać, celi nr 24, tak zwanej celi kaesowej, bo przebywali w niej głównie więźniowie skazani na karę śmierci, nadano poetycko brzmiącą nazwę: „Progu do wieczności”. Więźniowie owładnięci poczuciem krzywdy i bezmiarem upokorzenia bronili w ten sposób swoje człowieczeństwo



„Były dni, kiedy na podstawie swojej absolutnej niewinności w stosunku do stawianych zarzutów gen. »Nil« przewidywał swoje uwolnienie, wszak mimo wszystko znajdował się wśród Polaków, którzy znali jego prawdziwą nieskazitelną, bohaterską działalność okupacyjną. W swojej daleko idącej skromności nigdy nie powoływał się na swe czyny, zastępując tylko krótką formułą o swej niewinności. Nam wszystkim tu obecnym również nie mieściło się w głowach, aby tej miary oficer mógł być poddawany nadal represjom. Wierzyliśmy święcie, że generała czeka wolność. Następowały jednak i ciężkie chwile, kiedy mocując się sam ze sobą przeciwstawiał swoją nieskazitelną przeszłość zarzutom stawianym przez organa śledcze, a znając dogłębnie metody NKWD, przeniesione żywcem na obszar Polski, popadał w wątpliwość i bezsilność wobec metod stosowanego fałszu, zakłamania i przeinaczania faktów. W takich ciężkich dla niego chwilach ginął uśmiech z jego wychudzonej i cierpiącej twarzy, nie słychać było cichego pogwizdywania ulubionego marszu tureckiego Mozarta. Kiedy rozkładał na stole, na wyskrobanej szachownicy figury z chleba po to, aby z urojonym przeciwnikiem rozgrywać zawiłe partie szachowe, byliśmy czujni, zasłaniając naszymi postaciami wizjer. Wtedy to wiadomo nam było, że generał »ucieka« od zawiłości problemów oskarżenia. W końcu wstawał i przemierzał nerwowymi krokami celę od drzwi do okna i od okna do drzwi, kilkaset razy aż do wyczerpania. Spostrzegłem, że potrzeba ujścia nagromadzonej energii była związana z wewnętrznym niepokojem, zostawił przecież na wolności kochającą żonę, wierną towarzyszkę życia i kochające go córki.


Nie był to stan wywołany obawą o siebie samego, o wyrok, czy nawet utratę życia. Gnębiły go potwarze, zarzuty druzgocące jego honor żołnierski, i nade wszystko bezsilność. [...] Ciało już również nie wytrzymywało ogromu przebytych przeciwności. Pobyt na Uralu i towarzyszące temu warunki, w końcu przebywanie w małej celi w ośmioosobowym składzie, bez powietrza i wartościowego pożywienia, niszczyły widocznie ten stalowy organizm”.

Jakże inaczej odbieraliśmy wspomnienia Włodzimierza Rzeczyckiego, współwięźnia, kiedy cytowaliśmy je na stronach wydanej w 2006 r. monografii „Generał Fieldorf »Nil« Fakty, dokumenty, relacje”, opracowanej wspólnie z żoną – Marią Fieldorf, bratanicą generała – niż ja w dniu 9 listopada 2018 r., kiedy to pan dyr. Jacek Pawłowicz oprowadzał mnie po Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL. Oba wyobrażenia łączył adres ten sam: ul. Rakowiecka 37! Ale słowom Rzeczyckiego, które przywoływała pamięć, mury więzienne nadawały brzmienie boleśnie odczuwalne, przytłaczające przygnębieniem i obezwładniające umysł. Nie zdawałem sobie sprawy, że po tylu latach, mury te mogą nadal emanować grozą, bezmiarem okrucieństwa, niewyobrażalnym cierpieniem ludzkim! Ale emanują również heroizmem! Tym, co jest niezniszczalne: zachowaniem za wszelką cenę osobistej godności, poczuciem honoru, poświęcenia życia w imię wierności wyznawanym ideałom i miłością ojczyzny. Wchodzi się dzisiaj z nich duchowo wzbogaconym. 16 kwietnia 1952 r. na rozprawie niejawnej Sąd Wojewódzki dla m. st. Warszawy pod przewodnictwem sędzi Marii Górowskiej skazał gen. bryg. Augusta Emila Fieldorfa na karę śmierci – na podstawie fałszywych oskarżeń o współpracę z okupantem niemieckim i wydawanie terenowym „Kedywom” rozkazów likwidowania partyzantów radzieckich i działaczy lewicowych – zgodnie z dekretem o wymiarze kary dla zbrodniarzy hitlerowskich i zdrajców narodu polskiego. Haniebny wyrok! Sąd Najwyższy w składzie: Emil Merz, Gustaw Auscaler i Igor Andrzejew przy udziale wiceprokuratora Generalnej Prokuratury PRL Pauliny Kernowej utrzymał wyrok w mocy. Obydwa sądy orzekające w sprawie Fieldorfa nie uwzględniły jego wyjaśnień, z których wynikało niezbicie, że nie uczestniczył w wydawaniu terenowym „Kedywom” rozkazów likwidowania partyzantów radzieckich i działaczy lewicowych, nie powołały wskazanych przez niego świadków i ekspertów, bowiem działały na polecenie władzy politycznej! Bolesław Bierut nie skorzystał z prawa łaski, o które prosiła rodzina. Generała po wyroku skazującym na śmierć przeniesiono do celi nr 24. Kiedyś, o czym nie powinno się zapominać, celi nr 24, tak zwanej celi kaesowej, bo przebywali w niej głównie więźniowie skazani na karę śmierci, nadano poetycko brzmiącą nazwę: „Progu do wieczności”. Więźniowie owładnięci poczuciem krzywdy i bezmiarem upokorzenia bronili w ten sposób swoje człowieczeństwo.

Gen. bryg. August Emil Fieldorf: od 6 sierpnia 1914 r. w Legionach Polskich, we wrześniu 1939 r. dowodził 51. Pułkiem Strzelców Kresowych, w 1940 r. pierwszy emisariusz Naczelnego Wodza i Rządu z Londynu, organizator i dowódca „Kedywu” Komendy Głównej Armii Krajowej, który prowadził walkę zbrojną z okupantem hitlerowskim, komendant organizacji społecznej o charakterze wojskowym „Niepodległość” i kryptonimie „NIE”, która miała zapobiegać wynarodowieniu społeczeństwa polskiego w czasie okupacji sowieckiej, 7 marca 1945 r. przypadkowo aresztowany przez NKWD pod okupacyjnym nazwiskiem Walenty Gdanicki, wywieziony w głąb ZSRR, katorżniczo pracował przy wyrębie lasów do jesieni 1947 r. Odznaczony m.in.: Srebrnym i Złotym Krzyżem Orderu Wojennego Virtuti Militari oraz czterokrotnie Krzyżem Walecznych i Medalem Wojska. „Skazany patrzył mi cały czas w oczy. Stał wyprostowany. Nikt go nie podtrzymywał. Po odczytaniu dokumentów zapytałem skazanego czy ma jakieś życzenia. Na to A. Fieldorf odpowiedział »proszę powiadomić rodzinę«. Oświadczyłem, że rodzina będzie powiadomiona. Zapytałem ponownie, czy jeszcze ma jakieś życzenia. Odpowiedział, że nie. Wówczas powiedziałem »zarządzam wykonanie wyroku«. Kat i jeden ze strażników zbliżyli się do skazanego”. Generał stracił życie przez powieszenie. Zadano oficerowi śmierć uwłaczającą, jak pospolitemu bandycie.

Byłem w tym mrocznym miejscu straceń. Patrzyłem na elementy szubienicy, na betonowy dół i klapy zapadni, a wyobraźnia widziała niezłomnego żołnierza, który na nich stał. On zginął, ale społecznej pamięci o nim nie dało się zmordować! Dzięki okazywanej mi życzliwości przez panów Jacka Pawłowicza i Jarosława Wróblewskiego mogłem postawić zapalone znicze w miejscach kaźni „Nila” we wnętrzach więziennych, i przed jego portretem wiszącym na murze więziennym, obok bramy wjazdowej. Obdarzyli mnie szczególnym darem – przeżyciem duchowym, o którym nie zapomnę. Bowiem przez lata zapalaliśmy z żoną poświęcony mu znicz na grobie jego rodziców a jej dziadków, na Cmentarzu Rakowickim w Krakowie, myślami będąc z nim. Ale widok płomyka pamięci w celi nr 5 przed jego portretem, to obraz, który dotąd, mógł się wydawać jedynie fantasmagorią. Przypadek zrządził, a może los...?

Mój pobyt w Muzeum przy Rakowieckiej 37 miał miejsce 9 listopada 2018 r., po 68 latach od dnia aresztowania generała w Łodzi. W październiku, w czasie pobytu w Krakowie, pan Dyrektor Pawłowicz zaproponował abym przyjechał do Warszawy przed świętem 11. Listopada. Padła propozycja, może dziewiątego? Dopiero w celi nr 5 uświadomiliśmy sobie wszyscy, że to rocznica aresztowania generała w dniu 9 listopada 1950 r. Był to znakomity dzień do przekazania Muzeum w depozyt dwóch fotografii odebranych generałowi w czasie rewizji osobistej po aresztowaniu, zdjęcia więziennego, dwóch oryginalnych dokumentów, i kartki napisanej przez generała z więzienia do ojca.


Mam wielką satysfakcję, że po latach znalazły się we właściwym miejscu.

Leszek Zachuta

bottom of page