Rok temu zmarła Lidia Lwow Eberle


Rok temu zmarła legendarna "Lala" czyli , sanitariuszka 5 Brygady Wileńskiej Armii Krajowej, więźniarka Rakowieckiej...

Częsty gość i nasz przyjaciel


Wspomnienia „Lali”

Przedstawiamy niezwykłe wspomnienia Lidii Lwow-Eberle i jej córki, opublikowane w marcu zeszłego roku w 9 numerze Biuletynu Muzeum Żołnierzy Wyklętych i Więźniów Politycznych PRL „Rakowiecka 37”:


Lidia Lwow-Eberle „Lala”, Justyna Eberle


Trzeba zawsze naprzód iść


Legendarna „Lala”, sanitariuszka V Brygady Wileńskiej AK, która w tym roku kończy 100 lat, odpowiada na pytania dotyczące jej życia i najważniejszych wartości. Jej córka Justyna dodaje to, co mama opowiadała jej na ten temat wcześniej…


Lala

Moje imię to Lidia, ale nie mówili tak do mnie. Od dzieciństwa jestem Lala. Dlaczego? Nie wiem. Byłam Lalą i w średniej szkole, i na uniwerku. Teraz nie ma już komu tak do mnie mówić. To nie był pseudonim, po prostu tak mnie nazywali.


Rodzice

Ojciec był inżynierem agronomem i kochał swój zawód. Był ziemianinem, który skończył studia rolnicze. Mama do pewnego czasu była panią domu, ale już za Polski zaczęła pracować i została w szkole wychowawczynią. Miałam jeszcze brata. Rodzice dawali nam wszystko, co mogli. Bardzo ich kochałam. Pochodzili z rosyjskiej arystokracji. Nazwisko Lwow jest książęce.

Poszłam na prawo, bo dziadek był prawnikiem. Skończyłam jeden rok prawa i zaczęła się wojna. Lubiłam też języki obce, dużo rysowałam. Po wyjściu z więzienia, mając ponad 30 lat, zaczęłam studia archeologiczne z 20-latkami. To był nowy kierunek, nie było go przed wojną.

Córka: Mama mi mówiła, że chciała studiować nie prawo, ale sztuki piękne, historię sztuki.


Rosjanka i Polska

Tata i mama byli Rosjanami. Ojciec miał babcię katoliczkę. Gdy przyjechałam do Polski, miałam pół roku. Chodziłam na religię prawosławną. Polska mi nigdy nie przeszkadzała. Jestem Polką i Polska jest moją ojczyzną. Nigdy nie był nią Związek Radziecki. Walczyłam o Polskę i kocham ją.

Moi rodzice należeli w Nowogródku do rosyjskiej organizacji czy biblioteki – i w moim domu mówiło się po rosyjsku, nie po polsku. Dopiero po wojnie to się zmieniło.

Córka: Mama dorastała w domu, jednak w kulturze rosyjskiej, a nie polskiej. Mówiła mi, że język rosyjski ma bogatsze słownictwo, więcej odcieni. Ona ma na swój sposób duszę rosyjską i jej rosyjskość nie kojarzy mi się z komunizmem tylko np. z poezją rosyjska, muzyką. Nigdy nie pojechała do miejscowości Plos nad Wołgą, gdzie się urodziła. Bardzo chcę tam pojechać, ale na razie to się nie udało. To jest 300 km na północny wschód od Moskwy.

Mama wyrastała w historii, że jej przodkiem był kompozytor hymnu carskiego. Jej tata potrafił rozpisać na nuty całą orkiestrę. Babcia pięknie haftowała.


Wojna