Zofia Maria Łuszczkiewicz


19 lipca 1926 wróciła do Polski s. Zofia Maria Łuszczkiewicz , imię zakonne Izabela po ukończeniu Wyższej Szkoły Pielęgniarskiej w Paryżu. Po wkroczeniu armii sowieckiej

ukrywała się we Lwowie do 20 grudnia 1939, gdy nielegalnie przedostała się Krakowa i wysłana została do filii tego domu zakonnego w Zebrzydowicach. Pracowała w ochronce dla dzieci i ukrywała Żydów na terenie Zebrzydowic i Kalwarii Zebrzydowskiej. Od 1941 r. współpracowała z partyzantami Batalionów Chłopskich i ZWZ–AK. Pełniła służbę kurierki, przechowywała materiały ze zrzutów lotniczych oraz lekarstwa i narzędzia chirurgiczne, prowadziła szkolenia sanitarne i opiekowała się rannymi żołnierzami, zajmowała również nasłuchem radiowym, tłumacząc audycje z angielskiego. Poszukiwana od 27 września 1944 r. przez Gestapo opuściła dom w Zebrzydowicach, udała się do Zarzyc, następnie mieszkała w Krakowie. Z polecenia przełożonej 19 marca 1945r. oddelegowana do szpitala w Rzeszowie, gdzie poznała komendanta obwodu rzeszowskiego Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj Mieczysława Kawalca. Zgodziła się przyjmować do szpitala rannych żołnierzy Delegatury i członków WiN-u. Przyjęła pod swoją opiekę komendanta rzeszowskiego inspektoratu Delegatury Adama Lazarowicza „Aleksandra. Opuściła Rzeszów na polecenie wizytatorki. Udała się do Krakowa, gdzie podjęła pracę w szpitalu. W czerwcu 1946 r. skontaktowała się za pośrednictwem Ireny Cieślińskiej z przebywającym w Krakowie Kawalcem i na jego polecenie prosiła o pomoc finansową wyjeżdżającego do USA Onkę.

W styczniu 1947 r. odwiedziła profesora Władysława Więcka we Wrocławiu. Pomogła mu przepisać na maszynie broszurę „Prawda o gen. Sikorskim” oraz ułatwiła mu kontakt z ks. Janem Piwowarczykiem, asystentem kościelnym „Tygodnika Powszechnego”. Według późniejszych zeznań za sugestią spowiednika zerwała związki z WiN-em i wyjechała do domu zakonnego w Zebrzydowicach, gdzie od 24 maja 1947 r. pełniła funkcję administratorki i higienistki w ochronce dla dzieci i przytułku.

27 sierpnia 1948 r. została aresztowana przez UB w Wadowicach. Osadzona w Krakowie w areszcie śledczym WUBP przy placu Inwalidów i w więzieniu na Montelupich. Przeniesiona do Warszawy 31 sierpnia znalazła się w areszcie MBP przy Koszykowej, zaś 23 września w więzieniu mokotowskim. Nie czytała spisanych przez śledczych protokołów zeznań i odmówiła podpisania fałszywego protokołu, w którym „przyznała się”, że Doboszyński przybył do kraju z poleceniem papieża Piusa XII dla kardynała Adama Sapiehy po to, by montować siatkę szpiegowską w Polsce na rzecz Niemiec.

W skardze rewizyjnej do Naczelnej Prokuratury Wojskowej, z 28 lipca 1955 z więzienia w Fordonie pisała”

„W Warszawie, gdy zażądałam, by mi dano podpisać i przeczytać uprzednio protokół, pierwszy [raz] zostałam pobita bardzo dotkliwie. Śledztwo miałam wprost potworne, byłam bita tak, iż ciało moje było jednym sińcem, poczem przez blisko 2 tygodnie miałam dzień i noc stójki, aż do utraty przytomności. […]. Na dziewiątą noc stójek przyszedł do mnie oficer śledczy z gotowym protokołem do podpisania[…]. Gdy kategorycznie odmówiłam i powołałam się na prawo, zakazujące kłamliwych zeznań, powiedział mi, że zgniję w więzieniu, bo, jak się wyraził: »prawo jest dla nas, a nie my dla prawa«. Po tej też linii było prowadzone całe moje śledztwo”.

Po wyjściu z więzienia (1956) pisała jeszcze: „przeszłam okropne śledztwo i przebywałam w okropnych warunkach higienicznych, na betonie i sienniku, można powiedzieć o głodzie, a śledztwo odbywało się po parę godzin kilka razy w ciągu 24 godzin. Zaraz w drugim tygodniu oficer śledczy, znany z brutalności, dał mi do podpisania gotowy protokół, że ja zeznaję, iż Doboszyński Adam powiedział mi w 1947, jakoby Jego Świątobliwość Ojciec św. przysłał go do Polski do Ks. Kard. Sapiehy oraz do OO. Redemptorystów z nakazem utworzenia siatki szpiegowskiej na korzyść Niemców. [...] Podsuniętego protokołu nie tylko nie podpisałam, ale zaznaczyłam, że gdyby sfałszowano mój podpis, to i tak na rozprawie głośno krzyczałabym, że takiego kłamstwa nigdy nie zeznałam i nie zeznam. [...] zażądałam konfrontacji, za które to żądanie zapłaciłam wybiciem trzech zębów. Nazajutrz znów zawezwał mnie ten sam oficer i już bardzo grzecznie namawiał do złożenia podpisu w zamian za natychmiastowe wypuszczenie mnie na wolność i zapewniał, że tak Zgromadzenie [szarytek] jak i rodzina będą we wszystko opływać. Kategorycznie odmówiłam, gdyż czyste sumienie droższe mi było i jest nad życie. Wtedy to zaczęło się potworne śledztwo kierowane osobiście przez Różańskiego [...]. Oprócz bicia, przysiadów, w liczbie do dwóch tysięcy naraz, miałam jeszcze tzw. stójki. Polegały one na tym, że w czasie zimnych i mroźnych dni stałam boso, tylko w koszuli, na betonie, tyłem do okna, z którego wyjmowano szyby. Na domiar wszystkiego w nocy zlewano mnie konewkami zimnej wody. Po 14 dniach i nocach takiego stania (nawet do podawanego jedzenia nie pozwalano mi usiąść) będąc już cała spuchnięta, straciłam przytomność i ocknęłam się w szpitalu więziennym. W szpitalu, urągającym nazwie szpitala, przyszłam, Bogu dzięki, do siebie, by zacząć znowu śledztwo”.

23 września siostra Łuszczkiewicz została skazana na 15 lat więzienia z utratą praw na 5 lat. Wniosek rewizyjny do Najwyższego Sądu Wojskowego (NSW) złożył na niekorzyść wiceprokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej. 13 marca 1950 otrzymała dwukrotną karę śmierci z utratą praw na zawsze i przepadkiem mienia. 22 marca jej obrońca złożył skargę rewizyjną do Najwyższego Sądu Wojskowego, wnosząc o uniewinnienie lub złagodzenie kary. 10 maja sąd zmienił wyrok na dożywocie z pobawieniem praw na zawsze i przepadkiem mienia. Początek odbywania kary wyznaczono na ten sam dzień, jako datę ostatniego prawomocnego wyroku sądowego. 24 czerwca przeniesiono ją do Fordonu (obecnie dzielnica Bydgoszczy), a 26 sierpnia 1952 do Inowrocławia. 16 kwietnia 1954 sąd zaliczył jej w poczet kary dożywotniego więzienia okres aresztowania od 27 sierpnia 1948 Do czerwca 1954 siedmiokrotnie karano ją dyscyplinarnie, a przez władze kolejnych więzień była oceniana negatywnie za wrogi stosunek do Polski Ludowej. 22 czerwca 1955 znalazła się na powrót w Fordonie. Postanowieniem z 5 maja 1956 r. Wojskowego Sądu Garnizonowego w Warszawie zmniejszono jej karę dożywocia na 12 lat więzienia, z pozbawieniem praw na 5 lat. 7 czerwca adwokat wniósł podanie o przerwę w wykonaniu kary, zwolniono ją 15 czerwca na pół roku, do więzienia już nie wróciła. Zgromadzenie Sędziów NSW 7 listopada zmniejszyło jej karę do 4 lat więzienia z utratą praw na 2 i pół roku, uznając ją za odbytą.

Zamieszkała w domu szarytek krakowskich przy Warszawskiej. W więzieniu dostała gruźlicy nogi oraz nowotworu złośliwego szczęki w okolicy wybitych w śledztwie zębów. Zmarła 8 sierpnia 1957. Pochowano ją w grobowcu szarytek na Cmentarzu Rakowickim.

2 wyświetlenia